Gdzie jest mój rzepak?! #casestudy cz. I

Na blogu było ostatnio ciężko i bardzo merytorycznie. Jakkolwiek to właśnie merytoryki i profesjonalizmu oczekuje się od prawnika najbardziej, to chciałbym, żeby ten blog nie był tylko zimnym, suchym miejscem, gdzie będziesz szukać instrukcji obsługi kolejnych i kolejnych przepisów prawa. Dlatego postanowiłem opowiedzieć Ci historię. O rzepaku.

Niemal każdy wyrok sądu to jakaś historia, emocjonalna opowieść o krzywdzie i stracie. Dlatego wymyśliłem sobie, że tego typu case study może być dla Ciebie ciekawą odskocznią od codziennego czytania o spółkach, podatkach i umowach.

No ale nie byłbym sobą, gdybym nie dał Ci jednocześnie czegoś wartościowego. Dlatego na zakończenie omówię dla Ciebie błędy obu stron postępowania – ale nie błędy procesowe tylko te, które doprowadziły do powstania sporu. Wszystko po to, żebyś wnioski płynące z tej historii mógł przełożyć również na swoją firmę.

Dziś przed Tobą historia o rzepaku i dwóch mężczyznach, którzy popełnili poważne błędy w strzeżeniu swoich interesów. ale tylko jednemu z nich się one upiekły.

Zapraszam!

Czerwiec 2010 roku.

Sławomir S., właściciel pól w okolicy Lipna w województwie Kujawsko Pomorskim, spodziewał się w tym roku przyzwoitych zbiorów. Choć ceny rynkowe rzepaku w 2010 roku nie rzucały na kolana, to wysokie plony mogła to zrekompensować. Wszystko rosło jak należy, więc pozostawała już tylko najważniejsza sprawa – zakontraktowanie nabywców swoich upraw.

(Nawiasem mówiąc wiesz, że rzepak to odmiana KAPUSTY?!)

Jednym z jego klientów został Wiesław Ż., który parał się pośrednictwem w sprzedaży płodów rolnych. Skupował je od mniejszych rolników i hurtowo sprzedawał do jeszcze większych dostawców.

Sławomir i Wiesław dogadali się co do ceny i ilości rzepaku 10 czerwca 2010 roku. Podpisali umowę sprzedaży 25 ton rzepaku za cenę około 1.250 zł + VAT za tonę. W umowie zapisano postanowienie, że ilość sprzedanego rzepaku może być większa lub mniejsza od zamówionej o 5%, a Wiesław Ż. zabezpieczył swój interes karą umowną –  w przypadku niezrealizowania dostawy Sławomir S. zapłaci karę umowną w wysokości 10% wartości tej dostawy.

Dokładnie dwa tygodnie później, 24 czerwca 2010 roku, Wiesław Ż. znalazł odbiorcę na płody rolne – E. sp. z o.o. Zgodził się sprzedać jej 800 ton rzepaku do dnia 31 sierpnia 2010 roku. A ponieważ wielkość zamówienia zaskoczyła nawet jego, to musiał poszukać dodatkowych dostawców… albo zakupić więcej od tych, z którymi zawarł już umowę.

Wiesław skontaktował się z Sławomirem S. i zamówił dodatkowe 50 ton rzepaku. Strony doszły do porozumienia i tę umowę również zawarli na piśmie – z identycznymi warunkami i terminami.

W sprawie mamy zatem dwie umowy – (1) Wiesława Ż. z Sławomirem S. na dostawę łącznie 75 ton rzepaku oraz (2) Wiesława Ż. z E. sp. z o.o. na dostawę 800 ton rzepaku.

Obie miały zostać wykonane w terminie do 31 sierpnia 2010 roku.

Jesień 2010

Zbiory były udane. Sławomir S. zmagazynował plony i niecierpliwie oczekiwał na kontakt ze strony Wiesława Ż. – ten dotychczas nie opłacił zamówienia. Sławomir S. znał jednak realia rynku płodów rolnych i czekał cierpliwie, wierząc w uczciwość swojego kontrahenta.

I nie zawiódł się!

Wiesław Ż. zapłacił za całe 75 ton na początku września 2010 roku i ustnie dogadał się z Sławomirem, że przyjedzie po rzepak własnym transportem. Potrzebował jednak jeszcze chwili czasu w związku z utrudnieniami w transporcie. Sławomir S. nie miał nic przeciwko.

Odbiór nastąpił 13 października 2010 roku. I wszystko potoczyłoby się dobrze, ale… Wiesław Ż. odebrał tylko 65 ton.

Sławomir S. został postawiony w dość niezręcznej sytuacji. Z jednej strony otrzymał przecież zapłatę za całość zamówienia, z drugiej – musiał ponosić koszty magazynowania 10 ton rzepaku, których przecież nie wkalkulował w cenę sprzedaży. Miał czekać na to, aż Wiesław Ż. zgłosi się po pozostały towar.

A przecież rzepak to żywność, zatem nie może bezterminowo po prostu leżeć w silosie.

Lipiec 2011 roku.

Minęło kilka miesięcy, a status quo pozostało… statusem quo właśnie.

Sławomir S. zaczął się niecierpliwić. Nadchodziły kolejne zbiory, a 10 ton zeszłorocznego rzepaku zalegało w silosie. Musiał jakoś opróżnić magazyn, tym bardziej, że rzepak zaczął się psuć.

W tych okolicznościach podjął decyzję, która wydaje się być całkiem racjonalna i uczciwa. Zwrócił Wiesławowi Ż. należność za 10 ton rzepaku i przeznaczył go na paszę dla swojego bydła.

Tak zwane „wyjście z twarzą”.

Ale takie rozwiązanie sprawy nie wprawiło Wiesława w zachwyt…

Wiesław niezachwycony

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Lipnie, bo Wiesław Ż. stwierdził, że przez zachowanie Sławomira S. poniósł szkodę.

Wskazał, że w dniu 28 czerwca 2011 roku musiał zakupić rzepak u innego dostawcy, żeby wywiązać się ze swojej umowy z E. sp. z o.o. A ponieważ ceny rynkowe rzepaku wzrosły, to zapłacił za niego drożej niż miał zapłacić Stanisławowi S. – i to była szkoda, której wyrównania żądał od Sławomira.

Ponadto, zgodnie z treścią umowy, zażądał zapłaty kary umownej w kwocie stanowiącej równowartość 10% należności za niedostarczony rzepak.

Mamy więc dwa roszczenia w jednym pozwie.

Sąd Rejonowy w Lipnie uznał, że Wiesław Ż. nie ma racji i powództwo oddalił.

Wskazał, że przecież to Wiesław Ż. nie odebrał w terminie rzepaku, który zakupił. Sławomir S. umożliwił mu przyjęcie całości przedmiotu umowy, ale Wiesław Ż. zabrał tylko część zamówienia z przyczyn leżących wyłącznie po swojej stronie. Wiesław Ż. pozostawał w zwłoce (czyli w opóźnieniu, za które ponosił winę) w realizacji swojego zobowiązania do obioru towaru.

A ponieważ Sławomir S. rozliczył się z otrzymanej kwoty zwracając część ceny, która była mu nienależna, to uznano, że nie ponosi on żadnej winy, zatem i odpowiedzialności ponosić nie może. Zarówno co do odszkodowania, jak i kary umownej.

No i cóż, Wiesław Ż. znów był niezachwycony.

Wiesław kontratakuje

Wiesław Ż. wniósł apelację do Sądu Okręgowego we Włocławku i podniósł dwa naprawdę fajne zarzuty – błędu w ustaleniach faktycznych (bo żadne z postanowień umowy nie wskazywało, że miał obowiązek odebrać zamówiony rzepak jednorazowo) oraz naruszenia art. 471 Kodeksu Cywilnego (dalej – k.c.) (bo poniósł szkodę na skutek niewywiązania się przez Sławomira S. z umowy, czego jego zdaniem sąd rejonowy nie dostrzegł).

I, prawdę mówiąc, na jego miejscu postąpiłbym tak samo, tym bardziej, że…

No właśnie, bo nie ma ciekawego procesu bez, hollywoodzkiego wręcz, plot twistu.

Jak okazało się w toku postępowania przed sądem drugiej instancji, podczas odbioru rzepaku w dniu 13 października 2010 roku Wiesław Ż i Sławomir S. porozumieli się, że pozostałe 10 ton surowca pozostanie w zabudowaniach Sławomira S. Co więcej, znaleźli się świadkowie, którzy zeznali, że Sławomir S. publicznie chwalił się, że zakontraktowany rzepak bynajmniej nie został zamieniony na paszę dla bydła – tylko na fakturę od innego nabywcy.

Zmienia obraz sprawy, prawda?

Ta okoliczność zmieniła wiele i niewiele zarazem, bo i bez tego można zauważyć bardzo poważną lukę w postępowaniu Sławomira S. I lukę tę zauważył sąd okręgowy…

Sąd punktuje obie strony

Sądowi nie spodobała się ocena, której dokonał sąd rejonowy. Uznał ją za powierzchowną i niedokładną (nawiasem mówiąc – słusznie).

Przede wszystkim nie może być przecież mowy o jakiejkolwiek zwłoce Wiesława Ż., skoro Sławomir S. zgodził się na bezterminowe pozostawienie 10 ton rzepaku we własnych magazynach.

Co więcej, i co umknęło sądowi pierwszej instancji, umowa sprzedaży przenosi własność rzeczy sprzedanej z chwilą zawarcia umowy, a nie wydania sprzedanej rzeczy. A to znaczy, że już od 10 czerwca 2010 roku właścicielem spornych 10 ton rzepaku znajdującego się w zabudowaniach Sławomira S. był Wiesław Ż. – i nadal nim pozostawał.

Wszystko dlatego, że umowa nie została przez Sławomira rozwiązana. Sam zwrot ceny rozwiązania umowy nie powoduje – konieczne jest złożenie oświadczenia woli. Sławomir nie mógł więc tym rzepakiem dysponować, czy to sprzedając go, czy to oddając na paszę dla bydła.

Czyli Wiesław Ż. zaczął odzyskiwać pole i gdyby sprawa zakończyła się w tym miejscu – niechybnie by wygrał. No ale się nie skończyła.

Bo jak pewnie pamiętasz, Wiesław Ż. wskazywał, że żąda odszkodowania od Sławomira S. dlatego, że z jego winy musiał 24 czerwca 2011 roku zakupić droższy rzepak z innego źródła po to, by wywiązać się z swojej umowy z E. sp. z o.o. Problem w tym, że miał się z niej wywiązać do 31 sierpnia 2010 roku, a zakupu, na który się powołuje, dokonał 10 miesięcy później.

I okoliczność tę sąd również dostrzegł i wypunktował uznając, że Wiesław Ż. nie udowodnił zasadności roszczenia. Jak to uroczo ujął w uzasadnieniu – wspomnianej spółce powód (Wiesław) miał dostarczyć rzepak do 31 sierpnia 2010 r. Zupełnie więc nie wiadomo dlaczego nabycie rzepaku w dniu 28 czerwca 2011 r. miałoby być związane z realizacją umowy z 24 czerwca 2010 r.

I stanowisko to uważam za słuszne. Przecież równie dobrze Wiesław mógł kupić rzepak w czerwcu 2011 roku w celu realizacji zupełnie innego kontraktu. Zabrakło więc dowodu łączącego działanie Sławomira S. z szkodą Wiesława Ż. (nie wykazano tzw. związku przyczynowego). A ponieważ obowiązek wykazania związku przyczynowego ciąży na powodzie (na podstawie art. 6 w zw. z art. 361 §1 k.c.) to z powodu braku takiego dowodu powództwo w tym zakresie zostało oddalone.

Inaczej wyglądała sprawa kary umownej, czyli drugiego żądania Wiesława.

Sąd ponownie zwrócił uwagę na oczywisty fakt, że Sławomir S. nie rozwiązał umowy z Wiesławem Ż. Właścicielem spornego rzepaku był więc Wiesław, a Sławomir S., cokolwiek z tym rzepakiem zrobił, zadysponował nim samowolnie i bez podstawy prawnej.

A skoro tak, to niewydanie rzepaku Wiesławowi Ż. nastąpiło więc wbrew treści umowy, a tam, niczym drapieżny kocur czyhający na bezbronną myszkę, czaiła się kara umowna.

Dochodzenie kary umownej jest możliwe niezależnie od tego, czy powód poniósł szkodę. W postępowaniu dotyczącym kary umownej nie ma potrzeby wykazywania szkody ani związku przyczynowego. A skoro tak, to dla roszczenia o zapłatę kary umownej powyższe rozważania nie mają znaczenia.

A ponieważ kara umowna została przez strony zastrzeżona na okoliczność niewydania przedmiotu umowy Wiesławowi Ż., to była mu należna. Sąd stwierdził więc, znowu słusznie, że Sławomir S. musi zapłacić karę umowną w kwocie 10% wartości niedostarczonego rzepaku.

I tutaj sąd zrobił bardzo, bardzo ciekawą rzecz, która wręcz krzyczy – PRECYZYJNIE OPISUJ PRZEDMIOT UMOWY!

Stwierdził bowiem, że skoro Sławomir S. miał sprzedać 75 ton rzepaku, ale „plus/minus” 5%, to do wywiązania się z umowy wystarczyłoby, żeby Sławomir S. dostarczył 71,25 tony surowca. A skoro dostarczył już 65 ton, to kara umowna w wysokości 10% należności jak najbardziej Wiesławowi Ż. przysługuje. Ale nie za 10, tylko za 6,25 tony.

I w ten oto sposób Sąd Okręgowy we Włocławku zasądził na rzecz Wiesława Ż. dokładnie kwotę 781,25 zł tytułem kary umownej, oddalając powództwo w pozostałej części i rozdzielając proporcjonalnie koszty między strony – w proporcji 92/8 (bo Sławomir S. wygrał sprawę w 92%).

Jak myślisz, czy Wiesław mógł w końcu być zachwycony?

Wnioski

Sprawa była dość zawiła, a zwycięstwo Wiesława Ż. raczej pyrrusowe.  Za to ilość wniosków, które możesz przenieść wprost na swój biznes jest całkiem spora, i podzielimy je sobie na dwie części.

Wnioski dot. Wiesława Ż.

  • jeśli zmieniasz jakąkolwiek część umowy – porozumienie ZAWSZE zawieraj na piśmie.

Wiesław Ż. ewidentnie miał problem z zawieraniem porozumień zmieniających treść umowy na piśmie i to doprowadziło do jego przegranej w tym procesie.

Najpierw nie zawarł porozumienia ze Sławomirem S. umawiając się na odbiór 10 ton rzepaku w późniejszym terminie. To położyło mu sprawę w I instancji i sprawiło problemy dowodowe w II instancji. Ostatecznie udało mu się tę okoliczność udowodnić, ale na bardzo późnym etapie sprawy.

Inna rzecz, że zawarcie takiego porozumienia być może doprowadziłoby do uniknięcia postępowania sądowego w ogóle.

Idąc dalej, jeszcze poważniejszym błędem było nie zawarcie porozumienia z E. sp. z o.o. o odroczeniu terminu dostarczenia zakontraktowanego rzepaku.

Uważam, że jest całkiem prawdopodobnym to, że zakup rzepaku w czerwcu 2011 roku miał związek z kontraktem, który Wiesław zawarł z E. sp. z o.o. Śmiem twierdzić, że umówił się ze spółką ustnie, że dostarczy surowiec w terminie późniejszym niż przewidziany w umowie koniec sierpnia 2010 roku. Brak takiego porozumienia na piśmie całkowicie położył mu sprawę.

Gdyby bowiem takie porozumienie przedłożył, to sąd musiałby dostrzec związek przyczynowy między zachowaniem Sławomira S. a szkodą Wiesława Ż. – i najpewniej zasądziłby odszkodowanie zgodnie z żądaniem Wiesława Ż.

  • przedmiot umowy powinien być opisany możliwie dokładnie

Ten błąd miał mniejsze znaczenie, ale warto go sobie podkreślić.

Umowa z Sławomirem S. przewidywała możliwość aż pięcioprocentowej różnicy między treścią zamówienia, a rzeczywiście dostarczonym surowcem. Ta różnica była duża. Zdecydowanie zbyt duża.

Strony umów często zostawiają sobie tego typu margines, a przy zamówieniach takich rzeczy jak zboża, towary sypkie, ciecze czy gazy jest to praktyka normalna i powszechnie akceptowana. Niemniej jednak 5% to bardzo duża różnica, która przy zamówieniu 75 ton surowca wynosiła aż 3,75 tony w każdą stronę.

I błąd ten nie był może aż tak bolesny jeśli chodzi o skutki – ale Wiesław Ż. mógłby uzyskać w ramach kary umownej kwotę jeszcze o kilkaset złotych wyższą niż ta, która została mu zasądzona.

Wnioski dot. Sławomira S. 

Moim zdaniem postać Sławomira S. z tej historii jest o wiele ciekawsza zarówno dla Ciebie jak i dla mnie.

Wbrew pozorom jest dość częstym problemem sytuacja, w której ktoś płaci za towar, ale nie wywiązuje się z innych swoich zobowiązań, przez co uniemożliwia sprzedawcy wykonanie umowy.

Może to nastąpić nie tylko przy umowie sprzedaży (jak u Sławomira S.), ale także np. przy usługach – choćby konsultingowych. Zdarzają się, że ktoś zamawia usługę, ale np. nie dostarcza niezbędnych informacji, nie nawiązuje kontaktu, nie przychodzi na umówione spotkanie, nie dzwoni itp. To powszechne w branży usług zjawisko, które stawia usługodawcę w niekomfortowej sytuacji.

I warto mieć na uwadze, że w opisywanej sprawie Sławomira S. uratowało tylko to, że Wiesław Ż. nie posiadał stosownego materiału dowodowego. Bo gdyby założyć, że Wiesław Ż. wykazałby, że musiał kupić rzepak w czerwcu 2011 roku dlatego, że Sławomir S. nie wywiązał się z umowy, to nasz Sławek niechybnie by przegrał.

I jak mógłby takiej przegranej zapobiec? Cóż, najlepiej prewencyjnie, bo jego problemy zaczęły się już 10 czerwca 2010 roku.

  • jeśli zawierasz z kimś umowę, to zadbaj o to, by chroniła Twój interes

Informacje dotyczące treści umowy między Sławomirem S. a Wiesławem Ż., pochodzące z uzasadnienia wyroku, są szczątkowe, ale można z nich wyprowadzić jeden, bardzo cenny wniosek.

Sławomir S. w ogóle nie zadbał o swój interes w treści umowy.

Wprawdzie zastrzeżono termin odbioru rzepaku, ale nie nadano temu terminowi żadnego rygoru. Skoro sąd uznał, że strony skutecznie umówiły się na inny termin dostawy, niż ten wynikający z umowy (31 sierpnia 2010 roku), a to znaczy, że nie zastrzeżono nawet, że wszelkie zmiany treści umowy wymagają formy pisemnej pod rygorem nieważności. Z treści orzeczenia wynika, że Sławomir S. nie miał również zagwarantowanego prawa do rozwiązania umowy lub odstąpienia od niej w przypadku, gdyby Wiesław Ż. się z niej nie wywiązał w terminie.

Sławomir S. powinien już na etapie zawierania umowy zastrzec termin na odebranie rzepaku przez Wiesława Ż. pod rygorem prawa do odstąpienia od umowy i bez możliwości ustnej zmiany tego terminu. W takim wypadku nie ulegałoby wątpliwości, że Wiesław Ż. pozostawał w zwłoce, a Sławomir S. mógłby umowę skutecznie rozwiązać i zrobić z rzepakiem co tylko mu się podoba.

Nawet zjeść na surowo.

Sławomir S. nie przeprowadził takiej analizy. Nie zastanowił się nad tym, co może pójść nie tak i nie rozważył, jak się przed tym zabezpieczyć. Krok pierwszy i piąty położone dokumentnie.

  • jeśli zamierzasz nie wywiązać się z umowy, choćby i dlatego, że druga strona się z niej nie wywiązuje, to rozwiąż umowę.

Dalszym błędem Sławomira S. było to, że nie wypowiedział umowy albo od niej nie odstąpił wtedy, gdy zwracał Wiesławowi Ż. pieniądze za niewydany mu rzepak. Skutkowało to tym, że Wiesław Ż. pomimo zwrotu środków pozostawał właścicielem 10 ton rzepaku, które Sławomir S. miał w swoich magazynach.

Sławomir S. powinien więc spróbować umowę rozwiązać, czy to za porozumieniem stron, czy stosując odstąpienie od umowy z art. 491 k.c. – to rozwiązanie wzbudza pewne wątpliwości, jednak w tych okolicznościach, w mojej ocenie, można by uznać, że odebranie zakupionego rzepaku było zobowiązaniem Wiesława Ż., a nie tylko jego uprawnieniem.

Skoro więc zdaniem Sławomira S. ten pozostawał w zwłoce, to mógłby wyznaczyć Wiesławowi Ż. dodatkowy termin na odbiór rzepaku, a następnie od umowy odstąpić w niewykonanej części.

A jaki jest wspólny dla nich obu wniosek?

Otóż, proszę państwa, zapnijcie pasy, bo leci truizm. Obaj panowie popełnili jeden bardzo, bardzo poważny błąd, którego nie możesz popełniać prowadząc swój biznes.

Obaj panowie nie docenili wagi przeanalizowanej i dobrze napisanej umowy.

Nie bądź jak oni. Zawieraj dobre umowy. Na przykład idąc scenariuszem pięciu kroków.

Historia na podstawie wyroku Sądu Okręgowego we Włocławku z dnia 14 listopada 2013 r., sygn. akt I Ca 169/13. Imiona bohaterów zostały zmyślone. Warstwa narracyjna trochę też 🙂

Maciej Żółtowski

Radca prawny

Od 8 lat współpracuję z małymi i średnimi przedsiębiorstwami pomagając im świadomie i bezpiecznie rosnąć.

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Inne kategorie artykułów:

PRAWO | kategoria 2 | kategoria 3