Specjalizacja: Prawo autorskie

Historia

Mam nadzieję, że nie zdradzę o sobie czegoś, co może później zostać wykorzystane przeciwko mnie, ale mój związek z przedmiotem prawa autorskiego jest o wiele, wiele dłuższy niż w ogóle z prawem. Jako jeszcze młody chłopak po raz pierwszy w życiu wziąłem do ręki gitarę klasyczną i… zwrot akcji, cisnąłem ją w kąt. Leżała tam przez rok, po czym oddałem ją kuzynce. 

Ta inspirująca historia pokazała mi, że... a nie, zaraz, to jeszcze nie koniec.

Niedługo potem stwierdziłem, że popełniłem wielki błąd. Błąd znamienny w skutki, choć przecież bardzo oczywisty – zakupienie sobie gitary klasycznej w czasie, gdy właśnie odkrywałem tajniki muzyki rockowej było równie sensowne, jak…

Wtedy dosłownie ubłagałem rodziców, by dołożyli mi do moich oszczędności i zakupiłem swoją pierwszą gitarę elektryczną… i przepadłem bez reszty. Miałem wtedy jakieś 14, może 15 lat, dziś mam coś ponad 30, i choć wielkim gitarzystą nie jestem, to nadal z chęcią biorę czasami mojego Cort’a do ręki, tym bardziej, że zainteresowanie to, najwyraźniej, przejmuje ode mnie mój syn. W międzyczasie przewinąłem się w składzie kilku zespołów, co nieco nagrałem, pograłem w dwóch zespołach na perkusji… Ostatnimi czasy zaś wciągnąłem się w nieco bardziej zaawansowane kompozycje, bawiąc się w proste kompozycje orkiestrowe tzw. „muzyki epickiej” („epic music” jak mawiają Indianie). Ot, takie puzzle dla tych, którzy wolą słuchać niż patrzeć.

Ale po co o tym mówię?

Tak naprawdę już wtedy zacząłem sobie zadawać pytania o to, jak działa prawo autorskie, jakie są granice zapożyczeń z innych utworów, co wykonawca może, a co będzie przekroczeniem tzw. cienkiej czerwonej.

Te doświadczenia pozwoliły mi na prawo autorskie patrzeć zupełnie inaczej niż czyni to większość prawników. Jako twórca potrafię spojrzeć na tę dziedzinę z perspektywy twórcy, więc wiem też, jakie pytania zadaje sobie twórca, który szuka informacji na ten temat. A spojrzenie w ten sposób na prawo autorskie jest po prostu konieczne, bo jest to jedna z tych dziedzin prawa, która słabo nadąża za zmianami społecznymi i technologicznymi, przez co poszukiwanie właściwej interpretacji może wymagać zadawania sobie pytań, z którymi jeszcze kilka lat temu nikt nie musiał się mierzyć. 

W zakresie prawa autorskiego zajmuję się jednak nie tylko muzyką.

Pomagam twórcom m.in. kursów, szkoleń, książek, grafik czy stron internetowych przystosować je wymogów stawianych przez prawo autorskie.

Pomagam przedsiębiorcom chronić ich autorską własność. Analizuję publiczne licencje, sporządzam i opiniuję umowy licencyjne i przenoszące majątkowe prawa autorskie…

Po prostu – wspieram ludzi kreatywnych, by mogli swoje zaplecze intelektualne zaprzęgać nie do walki z prawnikami, a do kreatywnej pracy. Ona, jak żadna inna, potrzebuje spokoju i poczucia bezpieczeństwa.